Redakcja FightSport.pl
| Bernard Hopkins vs. Roy Jones Jr.: żenada w Las Vegas! |
|
|
| Niedziela, 04. Kwiecień 2010 13:03 |
|
W zasadzie szkoda nawet miejsca na relacjonowanie ilości przyjacielskich klinczów bez ciosu, zderzeń głowami i nawet lekkich ciosów poniżej pasa po których można było ujawnić swoje aktorskie możliwości. Wiek obu gwiazdorów (razem 96 lat) i ich wyczyn mógłby posłużyć towarzystwom emerytalnym jako materiał reklamowy z hasłem "boksuj aż do śmierci" i zapewne tak się stanie, bowiem żaden nie zamierza kończyć kariery i bazując na machinie promocyjnej, oraz magii nazwisk chcą okradać widzów z pieniędzy i czasu dalej - bądź to w hali bądź przed telewizorami. W Madalay Bay Event Center buczenia widzów nie dało się wyciszyć stacjom telewizyjnym niemal od początku walki, gdy trwał pokaz kunktatorstwa a w zasadzie "kant-aktorstwa" z obu stron. Nasilało się to z czasem a kuriozum było ogłoszenie werdyktu, po którym nikt nie objawiał radości i wszyscy cieszyli się, że ten "oszałamiający" spektakl już się skończył włącznie z Hopkinsem i Jonesem. Trudno nawet zrozumieć co punktowali sędziowie, patrząc na walkę i punktację po niej? Być może doliczali punkty do wieku, mnożyli, dzieli i wyszło to co wyszło czyli werdykt z tzw. czapki. Na koniec - gdyby nabici w butelkę widzowie ustawili się po zwroty za bilety, to mający odrobinę przyzwoitości organizator przeprosiłby za to co pokazały gwiazdy i zwrócił z nawiązką wydaną kwotę lub zaprosił na kolejną galę z np. juniorami, którzy przynajmniej przejawiają minimum ambicji w walce. Tam emocji z pewnością nie zabrakłoby i nie trzeba słono płacić za oglądanie. Jeśli chce się użyć stwierdzenia że "boks umarł" i podeprzeć to dowodami - to ta walka ilustruje to obrazowo. To też jedyny powód, by ją chcieć oglądać. Dla przyzwoitości i obowiązku pokazujemy punktację: 117-110, 117-110, 118-109 - wszyscy sędziowie dla Hopkinsa.
|