free templates joomla

Conor McGregor, Sinead O'Connor, "Foggy Dew" i irlandzcy fani w mglistej rosie w Las Vegas

Conor McGregor & Sinead O'ConnorTo co w sobotnią noc 11-go lipca dla Irlandii uczynili zawodnik MMA Conor McGregor i piosenkarka Sinead O'Conor do spółki z irlandzkimi fanami MMA podczas gali UFC 189 w Las Vegas, przejdzie do historii nie tylko Mieszanych Sztuk Walki. Niepowtarzalne widowisko i atmosferę jakie wspólnie stworzyli nie ma precedensu nie tylko w historii gal Ultimate Fighting Championship, ale i innych podobnych wydarzeń. Na czym polega wyjątkowość tego akurat widowiska, iż nawet samo UFC uznało ją za najlepszą w swojej historii? O tym traktuje ten felieton po gali:


Takie rzeczy po prostu trzeba obejrzeć, bo "jeden obraz wart jest tysiąca słów" - jak mówi stare powiedzenie. Od teraz Irlandia nie będzie kojarzyć się już tylko z piwem Guinness, irlandzką whisky czy zespołem U2, ale także z Conorem McGregorem i Mglistą Rosą. Nie pierwszy raz 26-letni Conor "Notorious" McGregor zadziwił świat MMA. Już gala UFC Fight Night 46 w Dublinie w czerwcu 2014 i pojedynek z Diego Brandao, dały przedsmak niepowtarzalności.

To wówczas władze UFC "zakochały się" w irlandzkiej atmosferze, gdy blisko 10 tysięcy widzów pobiło rekord...decybeli podczas gali. To nie mogło umknąć uwadze Dany White'a i s-ki. Tumult w trakcie imprezy i walki wieczoru z udziałem Conora był nieprawdopodobny. Ta sytuacja była widoczna także na UFC 178 także w Las Vegas, jak i w Bostonie na UFC Fight Night 59. Wówczas McGregora do walki wprowadzała muzyka Sinead O'Connor i kultowy dla Irlandczyków utwór "Foggy Dew" (w tłum. mglista rosa - przyp. red.). To najsłynniejsza chyba irlandzka pieśń rewolucyjna, nawiązująca do czasów Powstania Wielkanocnego 1916 roku, której autorem był duchowny Canon Charles O'Neill, który w 1919 roku postanowił napisać pieśń upamiętniającą powstańców.

Tym razem jednak nie było to zwykłe wejście fightera do oktagonu. UFC uczyniło rzadki wyjątek jakim był fakt, iż McGregora wprowadzała do walki piosenka Sinead O'Connor wykonana na żywo przez samą artystkę! Obok zespołu U2 to jedna z wizytówek Irlandii w sferze muzycznej.

Stojącą na podświetlonej zielonej (w kolorze "irlandzkim") platformie ekscentryczna i kontrowersyjna Sinead, zaśpiewała ujmująco. Nie tylko ujmująco, ale i ekscytująco. Nawet po zakończeniu piosenki, irlandzcy fani śpiewali ją od nowa. Na tym tle wyjście Chada Mendesa przy utworze "Wiejski Chłopak" (Country Boy) wyglądało jak zderzenie zespołu U2 z polskim discopolowym tworem typu Akcent. Oczywiście nic nie ujmując tym tak zwanym artystom. Na całość obrazu nałożył się też oświetlony w irlandzkich barwach oktagon.

Zaszczytu wyjścia przy takiej oprawie nie dostąpili tacy fighterzy jak Anderson Silva czy inni wielcy zawodnicy zgrupowani w "Hall of Fame". Trudno powiedzieć, czym sobie zasłużył na to Conor na tle innych, ale faktem jest, iż nie będąc mistrzem miał wyjątkowe traktowanie. Dało to wyjątkowy efekt w postaci 7,2 mln dolarów zarobionych na biletach w Las Vegas i to zamyka dyskusję w stylu amerykańskim, bowiem business is business. Także w Irlandii prasa od niedzieli pieje z zachwytem nad "podbojem Ameryki".

Jednak nie tylko to może się liczyć. Wyjątkowe traktowanie wynika być może z faktu historycznego. Każdy kto zadał sobie choć minimum trudu by poznać historię "Zielonej Wyspy" wie jak trudna ona jest i jak przywiązani są do swojego kraju Irlandczycy. Nie żeby inni ludzie byli mniej przywiązani do swojego kraju, ale Irlandczycy są wyjątkowi w tym względzie. Dało się to odczuć właśnie w Las Vegas. Związki Irlandczyków z USA są także oczywiste i jest to ich druga ojczyzna. Anglików nienawidzą i o tym traktuje to też ta piosenka, która nawiązuje do powstania i de facto powstania IRA, która koniec końców dała wolność Irlandii po latach walki. Bogu dzięki, że rywalem McGregora nie był żaden Anglik, bo byłaby to masakra na miarę tej medialnej.

Warto sobie zadać kilka pytań odnośnie tej sytuacji i zaangażowania rodaków wszelkiej maści w działania sportowców swojego kraju. Tego Irlandczykom odmówić nie można. Lubiany czy nie lubiany, kontrowersyjny czy też stonowany - Conor McGregor porwał Irlandczyków. Czy jeden człowiek jest w stanie sportowym wyczynem poderwać naród? W Las Vegas okazało się, że tak. Potrafią cieszyć się i Brazylijczycy i inne nacje, ale ich zwycięstwa są tylko czczone co najwyżej sambą i tańcem radości. Dla Irlandczyków była to kwestia radości, ale i patriotyzmu. Świadczy o tym przejmujące śpiewanie "Foggy Dew", jak i reakcja ich patriotycznie nastawionych kibiców.

Czy my Polacy potrafimy cieszyć się podobnie? Na razie raczej nie, ale szansa zawsze jest na zmianę. Nawet na miarę Irlandii. Co prawda nie jesteśmy (mimo obietnic, "Drugą Irlandią"), ale zawodników mamy lepszych. Mamy Joannę Jędrzejczyk i kilku dobrze zapowiadających się młodych, głodnych sukcesu fighterów. Jeśli nie zapomną, że nie walczą tylko dla pieniędzy, to jest nadzieja. Być może oni pozwolą nam kiedyś poczuć dumę narodową w takiej mierze jak czują ją dziś Irlandczycy.

 W Krakowie podczas UFC Poland, polscy fani pokazali dwa razy, że potrafią dopingować naszych fighterów. Co prawda wrażenie zepsuł pewien mistrz boksu, który przed najważniejszymi walkami opuścił znudzony galę wraz z menadżerem, ale inni pozostali i wspierali rodaków. I tym i innym polecamy uczenie się od Irlandczyków jak należy to robić. Wszak Polskę i Irlandię łączy podobna historia i obecna emigracja zarobkowa. Korzystajmy z dobrych wzorców i podziwiajmy "Paddy'ch" jak zawsze byli nazywani.