free templates joomla

KSW 26: podsumowanie gali! Wyniki

KSW 26Wczoraj, 22 marca 2014 roku na warszawskim Torwarze odbyła się kolejna odsłona Konfrontacji Sztuk Walki. Zapraszamy do przeczytania tradycyjnego podsumowania imprezy. Gala KSW 26 stała pod znakiem pechowych kontuzji głównych gwiazd gali jakie przytrafiały się do ostatniego tygodnia. Najbardziej oczekiwanym wydarzeniem wieczoru było starcie między Michałem Materlą (20-4)a Jay’em Silvą (9-9), kończące ich wzajemną rywalizację. Przy okazji, na szalę został rzucony pas mistrza KSW w wadze średniej, należący do Polaka.

Udało mu się zachować go przy sobie, lecz nie bez problemów, głównie w pierwszej rundzie, gdy Silva był o krok od znokautowania go. Wtedy jednak ‘’Cipao’’ skutecznie przeniósł pojedynek do parteru i od tego momentu rozpoczęła się jego przewaga. W każdej z rund udawało mu się obalić Amerykanina, po czym następowało rozbijanie rywala oraz próby poddania go. Jednak żadna z prób duszeń, czy to trójkątem rękoma, czy to trójkątem nogami czy też duszeniem zza pleców nie powiodła się.

Materla wziął udany rewanż na Silvie, będąc zawodnikiem wyraźnie lepszym w ostatnim pojedynku. Mówiąc jednak wprost - Amerykanin to nie jest górna półka światowego MMA i kolejna przegrana Materli byłaby deprecjacją pasa mistrzowskiego wagi średniej, największej polskiej organizacji MMA, mającej nawet aspiracje europejskie. Rekord kariery Silvy mówi sam za siebie choć trzeba przyznać też, że to twardy zawodnik dający niezłe walki. Przynajmniej w Polsce.

Gdyby jednak wzorem gal UFC wskazywać fightera, który zasłużył sobie na nagrodę ‘’najlepszego występu’’, to musiałaby ona powędrować do Marcina Różalskiego (5-2). Zmagający się z licznymi kontuzjami ‘’Płocki Barbarzyńca’’ już w pierwszych sekundach walki z Amerykaninem Nickiem Rossborough (23-18) mógł zostać skończony, po tym jak został trafiony silnym ciosem, a następnie rywal w pełni kontrolował go w parterze. ‘’Różal’’ jeszcze w pierwszej rundzie się przebudził, a w drugiej już pokazał swoją wyższość. Dobrze pracował w parterze z góry, a po powrocie do stójki przeprowadził brawurowy atak, zakończony znokautowaniem przybysza z USA. To się nazywa dusza wojownika!

Z dużej chmury mały deszcz, znowu… To przysłowie idealnie pasuje do sagi między Arturem Sowińskim (14-7 2 NC) i Czeczenem Anzorem Azhievem (4-1 1 NC). Ich pierwsza konfrontacja została przerwana z powodu nieprzepisowej akcji Azhieva i tak samo było w ostatnią sobotę. Pochodzący z Groznego zawodnik mógł sobie pluć w brodzie, bo przed wykonaniem niedozwolonej akcji kolanem w parterze był przy dobrej okazji do pokonania ‘’Kornika’’ poprzez ciosy. Emocje jednak wzięły u niego górę i tym samym został zdyskwalifikowany.

Mocno faworyzowany i promowany przez KSW zawodnik, musi poważnie przemyśleć swoje zachowanie i nie zwalać winy na "pecha" etc. "Koń jaki jest każden widzi" i wielki talent i sympatia polskich fanów może szybko ulecieć przy takiej postawie. O ile przy pierwszej walce, można było z trudem naciągnąć interpretację uderzenia głową jako przypadek, to sobotnia brutalna akcja, daje do myślenia o jako raczej, mało przypadkowej. Łatwo sobie wyobrazić co stałoby się po podobnych "przypadkach" np. w UFC. Status Anglika Paula Daleya, mówi o tym wyraźnie. Czy tak chce zaprzepaścić swój talent sam Azhiev? Rodak i legendarny Mamed Khalidov zaś, zamiast go bronić na antenie telewizyjnej, powinien użyć swojego autorytetu i po męsku wytłumaczyć mu czym jest sportowe zachowanie wobec rywala - będzie to lepsza pomoc, niż słabe wyjaśnienia czegoś co trudno uzasadnić.

Duże znaczenie dla układu sił w wadze półciężkiej miał bój Chorwata Gorana Reljicia (13-4) z Karolem Celińskim (11-5-1). Górą z niego wyszedł Chorwat, któremu drogę do zwycięstwa otworzyły udane próby sprowadzeń do parteru, zanotowane w pierwszej i trzeciej rundzie. Celiński dobrze prezentował się w stójce, lecz zdaniem sędziów to było za mało, by triumfować nad byłym fighterem organizacji UFC. Reljić wydaje się być jednym z głównych kandydatów do przejęcia tytułu mistrzowskiego po zwakowaniu go przez Jana Błachowicza, z którym zresztą wcześniej ‘’Ghost’’ przegrał.

Jedyne starcie kobiet na tej gali, było niestety rozczarowujące. Trzeba powiedzieć wprost - to jedna z najsłabszych walk w historii organizacji, jeśli nie najsłabsza.  Kamila Porczyk (2-0), pięciokrotna mistrzyni świata w fitness, jak i Irina Shaparenko (5-1) były mocno na bakier z techniką. Po każdym z przypominających młóckę pod dyskoteką zrywów, mieliśmy bardzo wyraźne przestoje, podczas których nic się nie działo. Porczyk wygrała lecz jeśli naprawdę chce coś osiągnąć w MMA, musi jeszcze dużo popracować nad swoimi umiejętnościami. Jej górnolotne porówniania do Pudzianowskiego w wersji kobiecej, niestety nie wytrzymały tej próby. Ogólnie była to antyreklama walk kobiet i Bogu dzięki, iż szło to w systemie PPV czyli dla najtwardszych fanów MMA, którzy niejedno już widzieli, więc jakoś przeżyją i tę walkę. Gdyby poszło to na otwartej antenie, to przysłowiowe mleczarki i pielegniarki, którym Pudzian i Najman przybliżyli MMA, raczej by tego nie kupiły.

Podobną radę, odnośnie pracy lub darowania sobie wystepów w MMA powinien wziąć do siebie Paweł Słowiński (1-2). Absolutnie czołowy zawodnik światowych ringów Muay Thai i K-1 ostatnich lat był tylko tłem dla zaledwie 21-letniego Michała Andryszaka (12-3), który nie tylko łatwo obalał ‘’Stinga’’, ale i zdołał znokautować go dwa razy. Tak, dwa! A to dlatego, gdyż przy pierwszym nokaucie sędziowie dopatrzyli się niezgodności z przepisami, w czym nie mieli racji. Chwilę po wznowieniu walki Andryszak już definitywnie skończył Słowińskiego. Wcześniej poddany przez Różalskiego, teraz znokautowany przez Andryszaka – to nie wróży dobrze dla dalszej kariery w KSW zawodnikowi mieszkającemu na stałe w Australii.

Pokaz precyzji dał mistrz Europy w Sambo Sergej Grecicho (20-5). Fighter z Litwy wypunktował Jakuba Kowalewicza (3-1) głównie dzięki bardzo dobrej stójce, gdzie regularnie trafiał swojego przeciwnika prostymi i sierpowymi. Kowalewicz mimo to mógł zupełnie niespodziewanie w samej końcówce znokautować Grecicho, gdy obijał go ciosami w parterze, jednak ta akcja została zapoczątkowana kilka sekund przed końcem i zdecydowanie za późno. W walce poprzedzającej główną kartę zwycięzcą został Arbi Shamaev (7-1), który dzięki skutecznym zapasom zneutralizował stójkowe atuty Helsona Henriquesa (6-2-1), podopiecznego Vitora Nobregi. To był ciekawy pojedynek.

Wśród obecnych na gali gości nie zabrakło największych gwiazd KSW: Mameda Khalidova i Mariusza Pudzianowskiego, co zapowiadało ich występ na kolejnej gali tej organizacji w Ergo Arenie, gdzie po raz pierwszy areną zmagań nie będzie jak do tej pory ring, a oktagon. Tę odbytą galę trzeba uznać za organizacyjnie za udaną a sportowo na bardzo średnim poziomie. lepsze walki przeplatały się ze słabszymi pojedynkami.

Komplet wyników:

Walka otwarcia
66 kg: Arbi Shamaev (Polska/Czeczenia) pokonał Helsona Henriquesa (Angola) przez decyzję 3-0


Główna karta
70 kg: Sergej Grecicho (Litwa) pokonał Jakuba Kowalewicza (Polska) przez decyzję 3-0
+93 kg: Michał Andryszak (Polska) pokonał Pawła Słowińskiego (Polska/Australia) przez TKO (ciosy) w 1 rundzie (1:06 min)
57 kg: Kamila Porczyk (Polska) pokonała Irynę Shaparenko (Ukraina) przez decyzję 3-0
93 kg: Goran Reljić (Chorwacja) pokonał Karola Celińskiego (Polska) przez decyzję 3-0
66 kg: Artur Sowiński (Polska) pokonał Anzora Azhieva (Polska/Czeczenia) przez dyskwalifikację (niedozwolone kolano w parterze) w 1 rundzie (3:07 min)
+93 kg: Marcin Różalski (Polska) pokonał Nicka Rossborough (USA) przez TKO (ciosy) w 2 rundzie (4:30 min)

Walka o mistrzostwo KSW w wadze średniej
84 kg: Michał Materla (Polska) pokonał Jay’a Silvę (USA) przez decyzję 3-0